niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Leria CD Seth'a

-Lerio? Co ty tu robisz? - usłyszałem głos Kikyo za sobą. Odwróciłem szybko głowę, chcąc spojrzeć w miętowe oczy Alphy. Miałem już zapytać o to Seth'a, ale wadera weszła w idealnym momencie.
- Dobry wieczór głowie watahy. - uśmiechnąłem się w jej stronę, potem zwracając głowę do basiora.
- Lerio! Nie poznałem cię. Co ty tutaj robisz? - Outcast podszedł do nas, kiwając pyskiem na przywitanie z Ki. Ona natomiast zrobiła ruch łapą, zapraszający mnie do środka.
Weszliśmy, a po chwili na środku zatańczył ogień, rozświetlając pogrążoną w narastającym mroku jaskinię.
- Co tam słychać? Dawno się nie widzieliśmy... - zacząłem, spoglądając na towarzyszy. To prawda; ostatnio przechodziłem okres, w którym nie miałem szczególnej potrzeby na spotykanie się z innymi wilkami, szczególnie, że zawsze miałem do nich daleko.
- Cóż... Nie jest wesoło. - westchnęła Alpha, odwracając wzrok i spoglądając na kupkę papierów na biurku - Dużo wilków nas opuściło.
- To wiem... - również spojrzałem na pergaminy. Współczułem Kikyo, że musiała się nimi zajmować.
- W dodatku kilka zaprzyjaźnionych z nami watah nie daje ostatnio znaku życia. Trzeba by to sprawdzić... - mruknął Seth, przyciągając sobie jelenią kość.
- W jakim sensie?
- No wiesz, pójść tam i popytać. Odnowić umowy, zanieść dokumenty i traktaty. - wytłumaczyła Kikyo, a po norze rozległ się chrupot zębów trących o kość. - Niestety, potrzebne są nam do tego wilki, których nie mamy. Nie mogę opuścić watahy, bo nikt nie zajmuje stanowiska Bethy, co jest równoznaczne z moim zastępcą. Ciebie długo nie było, więc cię wykluczałam, Gab nie wychyla za dnia nosa z jaskini, bo boi się poparzyć... No wiesz, jest albinosem i...
- Tak, tak, wiem na czym to polega. - przerwałem jej, chcąc uniknąć niepotrzebnych tłumaczeń.
- Właśnie... - westchnęła Ki. - Nie wiemy też, jak przedstawia się sytuacja z Ash'em, więc zostaje Seth. A ja samego go nie wyślę, bo gdyby coś się stało, to nie moglibyśmy mu pomóc. Potrzebujemy dwóch wilków.
- Rozumiem, że to jakaś aluzja... - uśmiechnąłem się półgębkiem.
- Nie. To jest prośba. - odparła nieco chłodno Kikyo. - Chciałam ci wszystko wytłumaczyć, żebyś wiedział na czym stoisz.
Kiwnąłem głową, przeklinając w myślach to, że jak zwykle nie umiem powstrzymać języka.
- Sytuacja jest wybitnie ciężka. - stwierdził Seth, łamiąc kość na pół, żeby dostać się do szpiku - Nie dość, że jest nas zaledwie pięcioro, to jeszcze istnieje możliwość, że sojusznicy się od nas odwrócą.
Cóż, musiałem przyznać mu rację.
Nagle na zewnątrz rozległy się kroki, a trzy pary oczu zwróciły się na postać, odcinającą się od mroku bielą futra.
- Gabrielle! - powitała ją Kikyo, wstając i zapraszając ją do środka.
- Pomyślałam, że was odwiedzę... - szepnęła lekko spłoszona wilczyca, oblewając się rumieńcem na widok dosyć dużego zgromadzenia. - Skoro tak mało mogę wychodzić... Myślałam, że spotkam tylko ciebie, Ki.
- Jak widzisz, jesteśmy w nieco mniej kameralnej grupie. - uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
- Co z twoim skrzydłem? - Jej chude łapy zgięły się, kiedy usiadła przy mnie. Zawsze się bałem, że przy gwałtowniejszym ruchu złamią się jak zapałki.
- Dobrze. Już mogę latać.
- Tylko nie przesadzaj. Latanie ogranicz i ...
- Tak wiem, dawkuj powoli, nie przemęczaj się, bla bla bla. Już tyle razy mi o tym mówiłaś.
- Lepiej za dużo niż za mało. - mruknął Seth.
- O czym mówiliście, zanim przyszłam?
- O konieczności odnowienia traktatów o sojuszach w zaprzyjaźnionych watahach. Potrzebujemy paru wilków, które by się tam wybrały, razem z papierami.
Gabrielle stuliła lekko uszy.
- Ki, przepraszam cię najmocniej, ale...
- Tak, wiemy, Gab. Nie musisz przepraszać, wzięliśmy pod uwagę twoje bielactwo.
Wadera odetchnęła z ulgą.
- Gdzie macie zamiar najpierw się wybrać?

Seth? Kikyo?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz